Idiotyzmy uzasadnień zmian w OFE
- Gdy cztery lata temu Jacek Rostowski zaczął dobierać się do OFE, główny argument brzmiał: „OFE to ruletka; mają w swych portfelach akcje, a akcje w razie kryzysu tracą raptownie na wartości, a więc nierozsądne jest zawierzanie im tak znacznej części oszczędności emerytalnych”. I w konsekwencji minister obciął o prawie dwie trzecie składkę wpływającą, po to by „zmniejszyć ryzyko”. Ale jeśli wtedy problemem były akcje, to jakim cudem teraz problemem stały się właśnie obligacje, a pozostawienie w OFE samych akcji jest sensowne?
- Mnóstwo tego typu fałszywych i bałamutnych argumentów zostało umieszczone w dokumencie rządowym pt. Przegląd reformy emerytalnej, a który to dokument "roznosi na strzępy" opracowanie KOBE (Komitet Obywatelski Bezpieczeństwa Emerytalnego).
- Podstawą prawną - legitymizującą ustawę o "reformie OFE" były 4 ekspertyzy prawne, za które Min. Fin. zapłaciło 4 prawnikom (z tego 1 był konstytucjonalistą i przy okazji DOCENTEM na UW). Były sędzia Trybunału Konstytucyjnego pan Jerzy Stępień (były sędzia Trybunału Konstytucjonalnego) w artykule http://serwisy.gazetaprawna.pl/emerytury-i-renty/artykuly/763522,czyje-sa-srodki-w-ofe.html,1 nie pozostawił na tych opiniach suchej nitki. Cytuję: Właścicielem składek jest – jak wskazano wyżej jako wyodrębniona masa majątkowa – OFE posiadający osobowość prawną.” Czyli osoba prawna, która stała się właścicielem masy majątkowej powstałej ze składek członkowskich. Absolutna zgoda. W sensie cywilistycznym nie może być inaczej - właścicielem takiej masy majątkowej, za której operatywny obrót i jego wyniki, a nie tylko zarządzanie ponosi pełne ryzyko, jest nie kto inny, tylko sam fundusz. Jest wręcz nie do pomyślenia, by własność przysługiwała jednemu podmiotowi (w tym wypadku Skarbowi Państwa), a ryzyko prawne i gospodarcze obciążało inne podmioty na podstawie umowy pomiędzy tymi innymi podmiotami. Ani ZUS-u ani Skarbu Państwa nie wiążą ani z OFE/PTE, ani z ubezpieczonym żadne umowy – gdy tymczasem taka umowa zawierana jest właśnie wyłącznie pomiędzy OFE/PTE i ubezpieczonymi jako osobami prywatnymi. W tej sytuacji jeden podmiot (ZUS/Skarb Państwa) miałby same korzyści, a na kim innym spoczywałoby ryzyko strat. Starożytni nazwaliby taki układ rzeczy „lwią spółką” i uznaliby ją za niedopuszczalną.Na argument w jednej z opinii zamówionych przez Min.Fin., że ubezpieczonego składkowicza nie łączy z OFE stosunek umowny w rozumieniu art. 353 KC, a to z uwagi na brak tu elementu wolicjonalnego – „przystąpienie do OFE nie jest samodzielną decyzją, będącą wyrazem autonomii woli, ale dokonaniem wyboru pomiędzy wylosowaniem funduszu, a samodzielnym wybraniem pomiędzy kilkoma funduszami”. (co za idiotyczne rozumowanie!). Pan profesor Stępień słusznie zauważa, że przeoczona w tej analizie została niemała grupa urodzonych pomiędzy rokiem 48 a 68, ponieważ akurat ta grupa wiekowa mogła się zdeklarować nie tylko w ramach powyższej alternatywy, ale przede wszystkim co do tego, czy chce w ogóle być w OFE czy w ZUS. Podstawą stosunku zobowiązaniowego pomiędzy OFE a składkowiczem tej kategorii jest zatem umowa, a jeśli tak, to nie sposób uznać, że stosunki w przypadku pozostałych grup mają jakiś inny „nieumowny” charakter, skoro co do istotnych postanowień nie różnią się niczym.
- Ustawa zakłada zakazanie funduszom OFE reklamy. - Powyższy zakaz stanowi ograniczenie swobody przedsiębiorczości oraz
swobody świadczenia usług (…). Wprowadzenie tego zakazu jedynie na
kilka miesięcy nie wpływa na ocenę charakteru tego środka — uważa Piotr
Serafin, wiceminister spraw zagranicznych. Regulacje zakazu reklamy
ostro krytykuje Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). - Wprowadzenie zakazu działalności reklamowej OFE budzi zasadnicze wątpliwości z punktu widzenia zgodności z konstytucją i narusza standardy państwa prawnego. Ciekawe co na takie zapisy powie Komisja Europejska?
- Ustawa łamie zasady konstytucyjne również dlatego, że podnosi podatki po 30 listopada w roku poprzedzającym rok podatkowy, co Trybunał
Konstytucyjny wielokrotnie kwestionował. Dzieje się tak ponieważ emerytury kapitałowe
dziś opodatkowane są stawką ryczałtową 10%, a po przymusowym
przeniesieniu do ZUS będą obłożone podatkiem w wysokości 18% lub 32%.
- Ostatnie miesiące to nieustający napad na OFE, że posiadanie przez nie obligacji skarbu państwa jest idiotyczne i jałowe. Nowa ustawa zakazuje ich kupowania w Polsce i nakazuje zakup ze składek w 75 % akcji. Emeryci stają się agresywnymi graczami wbrew wszelkiej dotychczasowej logice gracza giełdowego. Zasada: im jesteś starszy, tym więcej kupuj bezpiecznych instrumentów finansowych jest tu jawnie (i cynicznie) łamana. Jakakolwiek bessa na GPW będzie przez tych cyników wykorzystana do całkowitej anihilacji OFE.
- Dlaczego minister pracy Kosiniak-Kamysz, przyznający się do autorstwa obecnych zmian, mówi że sposobem na to, by emerytury były w przyszłości wyższe, ma być wzmocnienie tak zwanego „trzeciego filara”, czyli IKE i IKZE, do których sami dobrowolnie, mamy wpłacać składki? Przecież te dobrowolne fundusze gromadzą dokładnie to samo co OFE – akcje i obligacje, tyle że są nieporównanie od OFE droższe, bo np. w 2012 za zarządzanie brały od 2-4 proc., gdy OFE niewiele ponad 0,5 proc. od wartości zgromadzonych aktywów.
- Według założeń reformy z 1999 r. renty miały być, podobnie jak emerytury, uzależnione od składek, a nie od dotacji państwa. Tyle że z reformy rent kompletnie nic nie wyszło. Już w przyszłym roku mogą one być wyższe od emerytur. Efekt? Rencista, który pracował 15 lat, dostanie więcej pieniędzy od emeryta, który pracował lat 35. Żadnego państwa nie stać na takie fanaberie. Nas stać.
- Do ustawy emerytalnej dopisano, że waloryzacja nie może być niższa niż inflacja. Chroni to nasze konta przed spadkiem wartości - ale zarazem powiększa zobowiązania ZUS.
- Rada Ministrów przyjęła projekt budżetu na 2013 rok. Dochody mają wynieść 299,3 mld zł, wydatki nie więcej niż 334,9 mld zł, a deficyt nie powinien przekroczyć 35,5 mld zł. Latem minister finansów skorygował budżet i zwiększył różnicę między wydatkami a dochodami z 35,6 do 51,6 mld zł. 15,4 % budżetu pochodzi z zadłużania się. Przy zadłużeniu łącznym państwa (jawnym), które wynosi 950 mld zł, jego koszt obsługi wynosi 38 mld zł wystarczające do katastrofy będą następujące deficyty budżetowe (zakładam, że w ogóle będzie się przyszłym rządom chciało coś naprawiać?) : podam trójkami (dług, deficyt, rok): {-40, 990, 2014}, {-30, 1060, 2015}, {-20, 1120, 2016}, {-10, 1180, 2017}, {0, 1170, 2018}. Ok. załóżmy, że w 2018 roku Polska osiągnie zrównoważenie wydatków i przychodów, czyli zerowy deficyt budżetowy. Ale, Polska będzie wówczas posiadała 1170 mld zł zadłużenia (jawnego). Ale i tak koszt obsługi zadłużenia wynosić będzie ok. 50 mld zł (odsetki od obligacji). A zatem dług jawny w 2019 będzie wynosił 1220, w 2020 ok. 1270 ... Żeby nie rósł należałoby "znaleźć" gdzieś źródło przychodów w wysokości 50 mld zł. Żeby dług zaczął zmniejszać się, należałoby znaleźć gdzieś 70-80 mld zł. Wolne żarty! Z powyższych danych wynika, że gdzieś za 7-10 lat możemy pożegnać się ze złudzeniem, ze nie będzie krachu: dewaluacji, zapaści gospodarczej i krachu na giełdzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz