niedziela, 8 grudnia 2013

Dziennikarze budzą się po mikołajkowym przez koalicję PO+PSL obrobieniu OFE

Pierwszym z brzegu artykułem po piątkowej demolce OFE, w którym to artykule dziennikarz zauważył, co się stało w ramach "reformy OFE" mamy takie fragmenty:

1. Artykuł z niedzielnej "Rz"
Rząd, demontując fundusze emerytalne, podważył zaufanie Polaków do całego 
systemu emerytalnego. Będą za wszelką 
cenę unikać składek do ZUS. Ubezpieczenia emerytalne opierają się na zaufaniu. Ci, którzy płacą składki, wierzą, że za kilkadziesiąt czy kilkanaście lat otrzymają świadczenie. Taka jest logika tzw. systemu repartycyjnego, czyli pompy ssąco-tłoczącej pieniądze od pracujących do starszych. Cóż wydarzy się po okrojeniu przez rząd II filaru? Chyba nikt przy zdrowych zmysłach, biorąc pod uwagę to, co się stało, nie uwierzy już politykom, że dotrzymają danego słowa. Gabinet Donalda Tuska pokazał niezwykłą butę, dążąc do celu, jakim było przejęcie pieniędzy z funduszy.
 Mój komentarz: Tacy młodzi, którzy "spylą" z Polski do "gdziekolwiek w UE" byle nie tu,to jak wpłyną na emerytury za kilkanaście lat? No, Panie "Orkan/Huragan" Rostowski, gdzie?

2."Artykuł w "Obserwatorze Finansowym":
Jako jedyna w Europie Polska wyszła bez szwanku z kryzysu finansowego, nie popadając w recesję. Z tej perspektywy propozycja Donalda Tuska, by zejść z drogi wytyczonej przez reformy emerytalne z 1999 r. jest zastanawiająca. Jeśli to się stanie, dla Polski będzie to tragedia.
W latach 90. Bank Światowy opracował rozsądny trójfilarowy model systemu emerytalnego. Zgodnie z nim, każdy powinien otrzymywać pensję minimalną finansowaną z przychodów państwa (I filar), częścią jego oszczędności powinny zarządzać fundusze prywatne (II filar), a on sam, jeśli zechce, powinien mieć możliwość dobrowolnego oszczędzania dodatkowego (III filar). Wiele państw ten model wprowadziło, Polska nie była wyjątkiem.
Tak skonstruowany system emerytalny zmniejszył ukryty dług publiczny, bo przyszłe zobowiązania dodatkowe są w nim finansowane z oszczędności prywatnych, a nie z budżetu państwa. To z kolei przekłada się na ogólnie wyższy poziom oszczędności i wzrost gospodarczy.
Uwaga: Donald Tusk stoi na początku grudnia 2013 roku z szyldem za plecami z napisem PKB Polski wzrósł za ostatnie 6 lat o ponad 18 %! Co za manipulacja? Wszyscy dali się nabrać? Zerknąłem do statystyk GUS. PKB Polski w 2007 roku wg GUS wynosił 529,4 mld USD (s. 554 raportu GUS za 2012 rok), a w 2012 roku 519 mld USD. Ta "zielona wyspa" , którą ma być Polska według Donalda Tuska, to mit i patykiem pisane bzdety. W złotych polskich być może jest to prawda (przypomnij sobie czytelniku spadek kursu złotówki w 2008 roku, dewaluacja = spadek wartości waluty, spadek siły nabywczej obywateli RP ....), ale w realnej walucie czyli np. w dolarach PKB Polski za 2012 rok to nadal 2,9 % mniej niż w 2007 roku. Po 6 latach mamy jeszcze 3 % do odrobienia (wynikające ze spadku wartości polskiej waluty). Tak więc kolejne tąpnięcie (można tak wnioskować) odbędzie się kosztem inflacji, spadku wartości polskiej waluty lub spadkiem cen akcji na GWP, albo wszystkim tym razem.

3. Tomasz Lis w Newsweeku pisze: Bezpieczeństwo jest oczywiście ważne. W każdym sensie. Dlatego na modernizację wojska wydamy w latach 2013-2016, bagatela, 135 miliardów złotych. Nie bardzo rozumiem, dlaczego w kraju, w którym brakuje na wszystko i w którym naprawdę powinno się zainwestować w wiele zaniedbanych obszarów, pieniędzy nie brakuje akurat na wojsko. Nie bardzo rozumiem, dlaczego nasze wydatki na zbrojenia muszą wynosić niemal 30 miliardów rocznie, 2 procent PKB, skoro w Hiszpanii, Niemczech czy Holandii może to być odpowiednio 1,2; 1,3; 1,4 procent. Jasne, rozumiem, Ruscy. Pewnie dlatego trzeba też wydać kilkanaście miliardów na marynarkę wojenną. Wojna morska na Bałtyku będzie kwestią kluczową. Czy tym wydatkom towarzyszy jakakolwiek myśl strategiczna? A skąd.

4. Forbes publikuje w artykule pt. "ZUS zbankrutuje do 2020 roku":
Łączna kwota obciążenia finansów publicznych systemem emerytalnym to ponad 130 mld zł rocznie, co stanowi niemal 30 proc. wszystkich wydatków publicznych. Mimo przejęcia aktywów z OFE, w budżecie na 2014 rok również zaplanowano 40 mld zł dotacji i nieoprocentowanych pożyczek z budżetu państwa. Dotacja do systemu rośnie z roku na rok.





Eksperci szacują zadłużenie państwa wraz z „długiem ukrytym" na około 200 proc. PKB. Należy ono do największych w Europie. Rząd nie podejmuje żadnych realnych działań, żeby zwiększyć prawdopodobieństwo wypłacenia Polakom tych pieniędzy w perspektywie ponad 5-letniej.
- Aby zwiększyć wydolność systemu, należałoby zwiększyć liczbę odprowadzających składki, zwiększyć podstawy (np. wzrost płac) lub zwiększyć składki. Żadna z tych opcji nie wchodzi w grę w obecnej sytuacji - przekonuje Mariusz Pawlak, główny ekonomista ZPP.
Wzrost płac w takim stopniu jest niemożliwy w krótkim okresie, zaś podniesienie składek byłoby fatalne w skutkach dla gospodarki. Liczba osób odprowadzających składki również się nie zwiększy, z powodu źle prowadzonej polityki prorodzinnej. W jej wyniku polski współczynnik dzietności wynosi 1,3, podczas gdy dopiero poziom 2,1 gwarantuje zastępowalność pokoleń, a co za tym idzie wydolność systemu emerytalnego.
Według prognozy ZUS, ludność Polski będzie w kolejnych latach systematycznie się zmniejszać - w 2060 roku wyniesie niecałe 32,5 mln osób. Zmienia się także struktura wiekowa społeczeństwa. Zwiększać będzie się udział grupy w wieku poprodukcyjnym, a zmniejszać w wieku produkcyjnym (mimo niedawnego podwyższenia wieku emerytalnego). Spowoduje to wzrost obciążeń osób w wieku produkcyjnym.
Na powyższy scenariusz gromadzone są środki w Funduszu Rezerwy Demograficznej. Zostały one jednak już w części wykorzystane, mimo że prawo przewiduje taką możliwość wyłącznie w przypadku niewydolności systemu wynikającej z przyczyn demograficznych.
Powyższe czynniki mają druzgocący wpływ na wyniki finansowe Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - deficyty wykazują tendencję wzrostową. Z każdym rokiem będzie coraz trudniej finansować system.  Wzrastają także wydatki. Nawet zdyskontowane, w wariancie umiarkowanym, będą niemal dwukrotnie wyższe w roku 2060 niż obecnie.
 5. Fragment z artykułu w "Rz" omawiający co i w jakich kwotach zostanie nam zabrane:
Według danych KNF na koniec listopada akcje stanowiły ponad 43 proc.  (133 mld zł) portfeli funduszy emerytalnych i były największą pozycją wśród aktywów OFE. Udział obligacji skarbowych wynosił 41,59 proc., a ich wartość – 127 mld zł. Jeśli reforma wejdzie w życie, otwarte fundusze emerytalne w pierwszej kolejności będą musiały przekazać do ZUS właśnie skarbowe papiery dłużne. Następnie zostaną one umorzone.
Jednak to za mało, aby wypełnić wymóg przetransferowania 51,5 proc. aktywów. W drugiej kolejności rząd sięgnie więc po obligacje Krajowego Funduszu Drogowego, które obecnie są warte ponad 17 mld zł. Kolejnym łupem padną inne papiery dłużne poręczone przez Skarb Państwa czy NBP. Jeśli i to nie wystarczy, by dobić do wymaganego poziomu, państwo zabierze obligacje komunalne, korporacyjne oraz wszelkie inne papiery dłużne znajdujące się w posiadaniu funduszy. Ostatnim aktywem w kolejce będzie gotówka zgromadzona na lokatach bankowych. Tej OFE mają obecnie prawie 15 mld zł (4,78 proc.). Jak pokazuje struktura portfeli poszczególnych funduszy, większość z nich wypełnia wymogi nowego prawa. Tylko sześć  ma obecnie „za dużo" akcji, jednak nie są to jakieś znaczące odchylenia. Oczywiście proporcje poszczególnych aktywów w funduszach cały czas się zmieniają, dlatego fundusze muszą trzymać rękę na pulsie, aby były one odpowiednie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz